niedziela, 31 lipca 2011
I never came
Obrodziło nam w tym miesiącu, rekord pobity. Jak zwykle w tangu - dwa kroki do przodu, krok do tyłu, więc zaraz ktoś odpadł. Dlatego mój optymistyczny nastrój zaraz prysł na rzecz "nie wiadomo jak to będzie w przyszłym miesiącu". Odliczanie zaczyna się od nowa.
niedziela, 24 lipca 2011
province
Nie lubię narzekać, ale muszę to przyznać. Nie jest to najlepsze lato. Tego lata jeszcze nie byłam na plaży. To znaczy byłam w Boże Ciało, ale było zimno. No i w zeszły weekend mogłam pojechać, ale żal mi było czasu na jazdę tramwajem. Siedziałam więc na słońcu w ogródku. Głupia sąsiadka usunęła ławki, bo się już rozpadały, a nikt nie chciał w nie zainwestować. Na szczęście ktoś nabył dwa plastikowe krzesełka, więc korzystam sobie. Sąsiadki twierdzą, że bez ławek to może i lepiej, bo dwie z nich ciągle sobie na złość przestawiały jedną z miejsca na miejsce. Te kobiety są fenomenalne. Zawsze któraś na którąś nadaje. Ja nienawidzę jednej, więc też trochę nadaję. Bo się rządzi. Ostatnio ktoś podciął moją tuję. Ją pierwszą oskarżam.
Koło mnie jest mieszkanie pustostan. Nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Mieszkał sobie stary dziadek i zmarł. Mieszkanie jest komunalne, ale niby szukają spadkobiercy i jakaś sprawa toczy się w sądzie. Normalnie to ludzie muszą udowadniać, że mają prawo przejąć w spadku takie mieszkanie, a tu gmina czeka i szuka nie wiadomo kogo. A ciągnie się to latami, bo jak ja się wprowadziłam, to pana nie było już na tym świecie. Ale coś się zmienia. Mieszkanie ma iść do kogoś, więc wzięli się za opróżnianie go. Ściany były wybite blachą, która miała chronić od promieniowania kosmicznego.
W ogóle latem robi się tak fajniej. Wszystkie okna otwarte na świat. Drzwi przy okazji również. Ludzie przenoszą swoja aktywność na dwór. Ktoś szlifuje łódkę, ktoś naprawia samochód, a ktoś coś tam jeszcze. Leżę sobie na łóżku pośród dochodzących dźwięków i czuję się, że świat wokół żyje.
Koło mnie jest mieszkanie pustostan. Nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Mieszkał sobie stary dziadek i zmarł. Mieszkanie jest komunalne, ale niby szukają spadkobiercy i jakaś sprawa toczy się w sądzie. Normalnie to ludzie muszą udowadniać, że mają prawo przejąć w spadku takie mieszkanie, a tu gmina czeka i szuka nie wiadomo kogo. A ciągnie się to latami, bo jak ja się wprowadziłam, to pana nie było już na tym świecie. Ale coś się zmienia. Mieszkanie ma iść do kogoś, więc wzięli się za opróżnianie go. Ściany były wybite blachą, która miała chronić od promieniowania kosmicznego.
W ogóle latem robi się tak fajniej. Wszystkie okna otwarte na świat. Drzwi przy okazji również. Ludzie przenoszą swoja aktywność na dwór. Ktoś szlifuje łódkę, ktoś naprawia samochód, a ktoś coś tam jeszcze. Leżę sobie na łóżku pośród dochodzących dźwięków i czuję się, że świat wokół żyje.
środa, 20 lipca 2011
You are a tourist
Po dwudziestu trzech dniach przyszedł w końcu taki, że mogłam nic nie musieć.
Poszłam oglądać teatry uliczne. Chyba z dziesięć lat temu byłam ostatni raz na tym festiwalu. Zaprowadziło mnie to w rejony Dolnego Miasta, w których nie byłam do tej pory. Wyszłam zachwycona klimatem i trochę zaskoczona, że dopiero teraz się dowiedziałam.
W autobusie zobaczyłam Pana Ignora. Chciałam podejść i porozmawiać. Tak normalnie. Zapytać, o co chodzi. Albo ze złośliwością zanotować przerażenie na twarzy. Tymczasem przerażenie ogarnęło raczej mnie. Serce mi waliło i nogi się ugięły. Zdążył wysiąść nim mi przeszło. Taką okazję przepuścić...
Poszłam oglądać teatry uliczne. Chyba z dziesięć lat temu byłam ostatni raz na tym festiwalu. Zaprowadziło mnie to w rejony Dolnego Miasta, w których nie byłam do tej pory. Wyszłam zachwycona klimatem i trochę zaskoczona, że dopiero teraz się dowiedziałam.
W autobusie zobaczyłam Pana Ignora. Chciałam podejść i porozmawiać. Tak normalnie. Zapytać, o co chodzi. Albo ze złośliwością zanotować przerażenie na twarzy. Tymczasem przerażenie ogarnęło raczej mnie. Serce mi waliło i nogi się ugięły. Zdążył wysiąść nim mi przeszło. Taką okazję przepuścić...
niedziela, 10 lipca 2011
roar
Nie ma to jak wejść na chwilę do centrum handlowego i natknąć się tam trzy razy na dyrektorkę HR, co mi wręczała wypowiedzenie. Wraz z koleżanką, też z firmy.
czwartek, 7 lipca 2011
pretending
Nie jest dobrze. Wpłaciłam pieniądze w bankomacie. Stoję i czekam, aż odda mi kartę, a on nic. Zaprasza nowych klientów. No co za! Choć nawet mnie to rozbawiło. W domu, jak mi się przypomniało, zadzwoniłam na infolinię. Wykonaliśmy wszystkie czynności niezbędne do wydania nowej karty. Dzisiaj zabieram się do płacenia w sklepie, a karta w najlepsze siedzi w moim portfelu. Nie jest dobrze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)