niedziela, 29 maja 2011

trippin'

Sprzedaż wysysa energię. Pracować jest chujowo. Nagle się okazuje, że ktoś ci zabiera życie. Na nic nie ma czasu. Praca w sprzedaży jest podwójnie chujowa. Nie ma czasu i siły. Energię odzyskuję w niedziele. A później znowu trzeba iść do pracy.

wtorek, 10 maja 2011

this day

No, nie wiem. Znowu mam gumę na tym kole. A samochód znowu stał pod firmą. No, nie wiem, co myśleć. Na wszelki wypadek parkuję go teraz za rogiem.

Natknęłam się na moją ostatnią wielką miłość. Coś tam zawodowo działał na skrzyżowaniu. Aż zrobiłam nawrót, żeby popatrzeć na niego drugi raz. Nie powiem, przytelepało mnie trochę z nerwów, ale też rozbawiła mnie ta sytuacja, o czym nie omieszkałam go powiadomić smsowo. I co? Ignor. Tak się wstydzi, że jednak nie zostawił żony?

poniedziałek, 9 maja 2011

sail

Akcja nabrała przyspieszenia. Tydzień temu nie miałam kochanka ani pracy, a dzisiaj mam. Z kochankami nic nie wiadomo, może go zaraz nie być, ale praca na jakiś czas zostanie. Praca nie jest najlepsza, bo w sprzedaży,  ale od czegoś trzeba zacząć. A po drugie, temat o dziwo zaczął mnie interesować. Gdyby ktoś mi powiedział jeszcze z trzy lata temu, że z własnej nieprzymuszonej woli poszłam na handlowca, to bym nie uwierzyła. Zawsze uważałam, że to wciskanie ludziom czegoś czego nie chcą. I zamiast wcisnąć komuś cokolwiek, najadłabym się wstydu. No ale w międzyczasie założyłam własną firmę i życie pokazało, że nie wystarczy mieć dobry towar. Że ważne jest, by trafić z tym towarem do odpowiedniego klienta i przekonać go do siebie. Że warto jest zaangażować się. No a poza tym, czyż to nie przyjemne, gdy umiemy ludzi skłonić do tego, by robili co chcemy...? Naprawdę podnieca mnie to wszystko.

środa, 4 maja 2011

stay out of my shoes if you know what's good for you

Nie ma miłości, to nie ma o czym pisać, nie?
Jak to bywa w dzisiejszym świecie - czas zapierdala. W tygodniu walczę, jak nie kontrole, to tłumaczenia, czy urlopy pracowników. W tygodniu odpoczywam - dochodzę do siebie lub tylko się lenię. Kolejne tygodnie, miesiące uciekają.
Tymczasem w psychice dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Mam coraz szerszy obraz. Okazuje się, że jak się inaczej spojrzy na sprawy, to można inaczej reagować i nie trzeba ciągle powtarzać tych samych błędów. Okazuje się, że dużo więcej zależy ode mnie niż mi się wydawało. Im dłużej siedzę w swej beznadziejnej sytuacji, tym bardziej chce mi się starać, by z niej wyjść. I tym bardziej ta sytuacja mnie nie przejmuje. Mogę cieszyć się życiem pomimo wszystko. Make the present moment your friend, not the enemy. Z każdym krokiem coraz bardziej rezygnuję z autodestrukcji. I tak jakby otworzyły się jakieś drzwi - pojawiają się sytuacje, które od jakiegoś czasu kusiły, straszyły... a teraz mam okazję.