niedziela, 24 lipca 2011

province

Nie lubię narzekać, ale muszę to przyznać. Nie jest to najlepsze lato. Tego lata jeszcze nie byłam na plaży. To znaczy byłam w Boże Ciało, ale było zimno. No i w zeszły weekend mogłam pojechać, ale żal mi było czasu na jazdę tramwajem. Siedziałam więc na słońcu w ogródku. Głupia sąsiadka usunęła ławki, bo się już rozpadały, a nikt nie chciał w nie zainwestować. Na szczęście ktoś nabył dwa plastikowe krzesełka, więc korzystam sobie. Sąsiadki twierdzą, że bez ławek to może i lepiej, bo dwie z nich ciągle sobie na złość przestawiały jedną z miejsca na miejsce. Te kobiety są fenomenalne. Zawsze któraś na którąś nadaje. Ja nienawidzę jednej, więc też trochę nadaję. Bo się rządzi. Ostatnio ktoś podciął moją tuję. Ją pierwszą oskarżam.

Koło mnie jest mieszkanie pustostan. Nikt nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Mieszkał sobie stary dziadek i zmarł. Mieszkanie jest komunalne, ale niby szukają spadkobiercy i jakaś sprawa toczy się w sądzie. Normalnie to ludzie muszą udowadniać, że mają prawo przejąć w spadku takie mieszkanie, a tu gmina czeka i szuka nie wiadomo kogo. A ciągnie się to latami, bo jak ja się wprowadziłam, to pana nie było już na tym świecie. Ale coś się zmienia. Mieszkanie ma iść do kogoś, więc wzięli się za opróżnianie go. Ściany były wybite blachą, która miała chronić od promieniowania kosmicznego.

W ogóle latem robi się tak fajniej. Wszystkie okna otwarte na świat. Drzwi przy okazji również. Ludzie przenoszą swoja aktywność na dwór. Ktoś szlifuje łódkę, ktoś naprawia samochód, a ktoś coś tam jeszcze. Leżę sobie na łóżku pośród dochodzących dźwięków i czuję się, że świat wokół żyje. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz