Nie ma miłości, to nie ma o czym pisać, nie?
Jak to bywa w dzisiejszym świecie - czas zapierdala. W tygodniu walczę, jak nie kontrole, to tłumaczenia, czy urlopy pracowników. W tygodniu odpoczywam - dochodzę do siebie lub tylko się lenię. Kolejne tygodnie, miesiące uciekają.
Tymczasem w psychice dzieją się bardzo ciekawe rzeczy. Mam coraz szerszy obraz. Okazuje się, że jak się inaczej spojrzy na sprawy, to można inaczej reagować i nie trzeba ciągle powtarzać tych samych błędów. Okazuje się, że dużo więcej zależy ode mnie niż mi się wydawało. Im dłużej siedzę w swej beznadziejnej sytuacji, tym bardziej chce mi się starać, by z niej wyjść. I tym bardziej ta sytuacja mnie nie przejmuje. Mogę cieszyć się życiem pomimo wszystko. Make the present moment your friend, not the enemy. Z każdym krokiem coraz bardziej rezygnuję z autodestrukcji. I tak jakby otworzyły się jakieś drzwi - pojawiają się sytuacje, które od jakiegoś czasu kusiły, straszyły... a teraz mam okazję.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz