piątek, 31 grudnia 2010

such a wonderful life

To był trudny rok. Może były trudniejsze, ale teraz nie pamiętam. Ale jak powiedział jeden - 'i było to dobre'. Może będzie owocny. Różne rzeczy mnie przywaliły i przez chwilę wydawało mi się, że ja - raczej życiowa szczęściara - przeszłam na drugą stronę i teraz towarzyszyć będzie mi tylko pech. Jednakże chwilowo się ogarnęłam i dalsze przypadki czarnej serii przyjmuję ze spokojem, ponieważ będąc w centrum handlowym zgubiłam rękawiczkę, a następnego dnia ją przypadkowo znalazłam, a to znaczy, że jednak mam szczęście, więc wszystko jeszcze się wyprostuje. W przyszłym roku będę pracować z przyjemnością i zarabiać pieniądze, a później wydawać je na te wszystkie drobne przyjemności i luksusy, o których musiałam zapomnieć. Jeśli komuś przeszkadza ten materialistyczny, przyziemny przekaz, niech potraktuje to jako metaforyczne ujęcie całokształtu, ale właśnie dlatego ten rok był trudny - bo sprowadził mnie do parteru z różnymi emocjonalnymi tego konsekwencjami. W nowy rok wchodzimy optymistycznie, z nowym klientem. Ja osobiście wchodzę weń sama, po raz pierwszy tak, nie uciekając między ludzi. Nie mam nastroju na szampańską imprezę, ale czuję się godna najlepszego własnego towarzystwa.

środa, 15 grudnia 2010

my same

Jestem społecznym freakiem. Gdy ktoś zbliża się do mnie za bardzo, zaczynam szaleć. Agrecha zalewa mi oczy i kopię tak długo, aż uda mi się go wykopać na dalszą odległość. Żeby poczuć wokół siebie przestrzeń, poczuć się bezpiecznie. I samotnie.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

rolling in

Poszłam do nowego fryzjera na konsultację, czyli ustalić taktykę farbowania. Koleś podczas całej rozmowy przeczesywał mi włosy palcami. Wyszłam na miękkich kolanach. Kobieta niedopieszczona.