poniedziałek, 29 listopada 2010

it's a wild love that I have

Znowu cały weekend w szkole, mnóstwo emocji, przemyśleń i inspiracji. Wracam zmęczona lecz pobudzona, szczęśliwa.
Poruszamy się po ciężkich tematach, więc początki są trudne, ale później je oswajamy, uodporniamy się. Luis od czasu do czasu robi show i pękamy ze śmiechu. Ja pod wrażeniem, jaki on wspaniały, taki mądry i taki demokratyczny, mieć takiego męża, albo takiego ojca...

środa, 24 listopada 2010

I always need you much more

Fala odmładzania przyszła. Najpierw kuzynka J. odmłodziła mnie o dekadę. Zapewne nie przyjrzała się, ale jest to strasznie miłe. Już dawno nikt mnie nie odmładzał, może dlatego, że tematu wieku raczej się nie porusza często. Ja też nie lubię się przyznawać, żeby nie czuć się jak dinozaur. Możliwe, że przesadzam, ale skoro niektórzy znajomi J. zaczynają rozmowę od 'dzieńdobry', to już wiem, że na siksę nie wyglądam.
Teraz jeszcze na internecie podrywają mnie młodociani, a mi przypomina się Szwajcar. Wydawało mi się, że słabość do młodszych mi przeszła (normalnie się boję, no bo jak przy tych gładkich pokazać swoją niegładkość?), że w tych starszych też jest coś pociągającego (niemalże ojcowskiego), no ale coś ze starych sentymentów jednak pozostało...

A w Twoim Stylu Szlendak wypowiada się o czterdziestolatkach, że "będą się wiązać nierzadko z młodszymi mężczyznami, których partnerstwo i podział obowiązków nie przeraża".

wtorek, 23 listopada 2010

środa, 17 listopada 2010

walczą we mnie lwy, walczy zgraja psów

Poczułam, że jednak coś się we mnie zmienia. Że jeśli jeszcze raz zrobię coś w starym stylu, to się zrzygam. Więc jakkolwiek efekciarsko to brzmi, to nie wiem, czy jutro będę taka sama jak byłam wczoraj.

wtorek, 16 listopada 2010

37,4

czy ja mówiłam, ze skończyłam z facetami? chyba jednak nie, skoro po wymianie mailowej z jednym dostałam gorączki. przynajmniej trochę schudnę.

dzisiaj moje akcje nie wzrosły, ale ostatnio doskonalę sztukę spekulacji i jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zrobię z tego źródło utrzymania

środa, 10 listopada 2010

careful

- ja często żartuję na terapii
- a ona się śmieje?
- musi. przecież jej płacę

niedziela, 7 listopada 2010

don't play cards to your heart

Śnią mi się mężczyźni, których kochałam. Jeden nieosiągalny, drugi chwilowo do mojej dyspozycji. Na tym lista się chyba kończy. Było ich wielu, kochałam niewielu. Na miłość potrzeba czasu.

Śniła mi się również praca, której nie kochałam. A jednak czasem miałabym ochotę tam wrócić. Dla tego ostatniego dnia miesiąca, gdy o piętnastej na konto wpływały kolejne tysiące. Od roku nie miałam wypłaty. Nieźle, nie?

Ostatnio dużo snów pamiętam.

piątek, 5 listopada 2010

bow down

lubię w Tobie to ciekawe połączenie subtelności, inteligencji i czasem zabijająco trafnych i bezlitosnych spostrzeżeń, komentarzy itp.

every day is exactly the same

od kiedy rzuciłam mężczyzn, a nie pamiętam kiedy to było - tydzień temu czy miesiąc - brakuje mi tematów do rozmów z przyjaciółmi. towarzyska niemota.

zwierzak osiągnął już prawie rozmiary pełnowartościowego kota. najbardziej lubię, gdy śpię na boku, a on układa się za mną tak, by swoją mordkę ułożyć w zagłębieniu szyi. tak śpimy policzek przy policzku w akompaniamencie jego mruczenia. jeszcze rano, gdy się obudzę, przylatuje na głaskanie i to są chyba wszystkie momenty, kiedy jest miły.

od dawna będąc fanką liberałów zaczynam myśleć, żeby przerzucić się na lewą stronę. kościół za bardzo wpierdziela się w życie i niech w końcu znajdzie się ktoś, kto nie będzie się nimi przejmował. bo ja chcę antykoncepcji, in vitro i ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

i choć za oknem jesień, to czasem jest mi tak niesamowicie dobrze.