Wczoraj nie mogłam zasnąć i myślałam o L. Czasem mi się to zdarza, mimo że zaraz minie dziesięć lat od naszego rozstania. Czasem ciągle się zastanawiam, czy on nie był (jest ?) moim przeznaczeniem. Czasem ciągle próbuję zostawić to za sobą. Dziś wieści przychodzą, że L. został prezesem. Noż normalnie kopa na drogę dostałam.
Jeden z tych momentów, gdy rozglądam się wokół z niemym pytaniem - ale o co kurwa chodzi?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz