Kręci się i dzieje się. Bezsenność mi minęła od czasu, gdy z J. podjęłyśmy decyzję. Chodzę znowu jak w zegareczku. Niesamowicie mnie to cieszy. Duża ulga, że jednak mogę zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Stresuję się oczywiście. Boję się tego, czy nam wyjdzie. Czy nie będziemy dokładać do biznesu i nie wyląduję w końcu zadłużona po uszy. Gdyby nie J. to bym chyba sama nie ruszyła. A tak to wiem, że muszę.
Dziś rozczarowanie. Ktoś wziął nasz upatrzony lokal. Trzeba dalej szukać. Ciągnie się to wszystko. Chciałybyśmy już się urządzać, robić zakupy, otwierać podwoje. A stoimy w miejscu.
środa, 3 lutego 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz