piątek, 31 grudnia 2010
such a wonderful life
To był trudny rok. Może były trudniejsze, ale teraz nie pamiętam. Ale jak powiedział jeden - 'i było to dobre'. Może będzie owocny. Różne rzeczy mnie przywaliły i przez chwilę wydawało mi się, że ja - raczej życiowa szczęściara - przeszłam na drugą stronę i teraz towarzyszyć będzie mi tylko pech. Jednakże chwilowo się ogarnęłam i dalsze przypadki czarnej serii przyjmuję ze spokojem, ponieważ będąc w centrum handlowym zgubiłam rękawiczkę, a następnego dnia ją przypadkowo znalazłam, a to znaczy, że jednak mam szczęście, więc wszystko jeszcze się wyprostuje. W przyszłym roku będę pracować z przyjemnością i zarabiać pieniądze, a później wydawać je na te wszystkie drobne przyjemności i luksusy, o których musiałam zapomnieć. Jeśli komuś przeszkadza ten materialistyczny, przyziemny przekaz, niech potraktuje to jako metaforyczne ujęcie całokształtu, ale właśnie dlatego ten rok był trudny - bo sprowadził mnie do parteru z różnymi emocjonalnymi tego konsekwencjami. W nowy rok wchodzimy optymistycznie, z nowym klientem. Ja osobiście wchodzę weń sama, po raz pierwszy tak, nie uciekając między ludzi. Nie mam nastroju na szampańską imprezę, ale czuję się godna najlepszego własnego towarzystwa.
środa, 15 grudnia 2010
my same
Jestem społecznym freakiem. Gdy ktoś zbliża się do mnie za bardzo, zaczynam szaleć. Agrecha zalewa mi oczy i kopię tak długo, aż uda mi się go wykopać na dalszą odległość. Żeby poczuć wokół siebie przestrzeń, poczuć się bezpiecznie. I samotnie.
poniedziałek, 6 grudnia 2010
rolling in
Poszłam do nowego fryzjera na konsultację, czyli ustalić taktykę farbowania. Koleś podczas całej rozmowy przeczesywał mi włosy palcami. Wyszłam na miękkich kolanach. Kobieta niedopieszczona.
poniedziałek, 29 listopada 2010
it's a wild love that I have
Znowu cały weekend w szkole, mnóstwo emocji, przemyśleń i inspiracji. Wracam zmęczona lecz pobudzona, szczęśliwa.
Poruszamy się po ciężkich tematach, więc początki są trudne, ale później je oswajamy, uodporniamy się. Luis od czasu do czasu robi show i pękamy ze śmiechu. Ja pod wrażeniem, jaki on wspaniały, taki mądry i taki demokratyczny, mieć takiego męża, albo takiego ojca...
Poruszamy się po ciężkich tematach, więc początki są trudne, ale później je oswajamy, uodporniamy się. Luis od czasu do czasu robi show i pękamy ze śmiechu. Ja pod wrażeniem, jaki on wspaniały, taki mądry i taki demokratyczny, mieć takiego męża, albo takiego ojca...
środa, 24 listopada 2010
I always need you much more
Fala odmładzania przyszła. Najpierw kuzynka J. odmłodziła mnie o dekadę. Zapewne nie przyjrzała się, ale jest to strasznie miłe. Już dawno nikt mnie nie odmładzał, może dlatego, że tematu wieku raczej się nie porusza często. Ja też nie lubię się przyznawać, żeby nie czuć się jak dinozaur. Możliwe, że przesadzam, ale skoro niektórzy znajomi J. zaczynają rozmowę od 'dzieńdobry', to już wiem, że na siksę nie wyglądam.
Teraz jeszcze na internecie podrywają mnie młodociani, a mi przypomina się Szwajcar. Wydawało mi się, że słabość do młodszych mi przeszła (normalnie się boję, no bo jak przy tych gładkich pokazać swoją niegładkość?), że w tych starszych też jest coś pociągającego (niemalże ojcowskiego), no ale coś ze starych sentymentów jednak pozostało...
A w Twoim Stylu Szlendak wypowiada się o czterdziestolatkach, że "będą się wiązać nierzadko z młodszymi mężczyznami, których partnerstwo i podział obowiązków nie przeraża".
Teraz jeszcze na internecie podrywają mnie młodociani, a mi przypomina się Szwajcar. Wydawało mi się, że słabość do młodszych mi przeszła (normalnie się boję, no bo jak przy tych gładkich pokazać swoją niegładkość?), że w tych starszych też jest coś pociągającego (niemalże ojcowskiego), no ale coś ze starych sentymentów jednak pozostało...
A w Twoim Stylu Szlendak wypowiada się o czterdziestolatkach, że "będą się wiązać nierzadko z młodszymi mężczyznami, których partnerstwo i podział obowiązków nie przeraża".
wtorek, 23 listopada 2010
środa, 17 listopada 2010
walczą we mnie lwy, walczy zgraja psów
Poczułam, że jednak coś się we mnie zmienia. Że jeśli jeszcze raz zrobię coś w starym stylu, to się zrzygam. Więc jakkolwiek efekciarsko to brzmi, to nie wiem, czy jutro będę taka sama jak byłam wczoraj.
wtorek, 16 listopada 2010
37,4
czy ja mówiłam, ze skończyłam z facetami? chyba jednak nie, skoro po wymianie mailowej z jednym dostałam gorączki. przynajmniej trochę schudnę.
dzisiaj moje akcje nie wzrosły, ale ostatnio doskonalę sztukę spekulacji i jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zrobię z tego źródło utrzymania
dzisiaj moje akcje nie wzrosły, ale ostatnio doskonalę sztukę spekulacji i jak tak dalej pójdzie, to jeszcze zrobię z tego źródło utrzymania
środa, 10 listopada 2010
niedziela, 7 listopada 2010
don't play cards to your heart
Śnią mi się mężczyźni, których kochałam. Jeden nieosiągalny, drugi chwilowo do mojej dyspozycji. Na tym lista się chyba kończy. Było ich wielu, kochałam niewielu. Na miłość potrzeba czasu.
Śniła mi się również praca, której nie kochałam. A jednak czasem miałabym ochotę tam wrócić. Dla tego ostatniego dnia miesiąca, gdy o piętnastej na konto wpływały kolejne tysiące. Od roku nie miałam wypłaty. Nieźle, nie?
Ostatnio dużo snów pamiętam.
Śniła mi się również praca, której nie kochałam. A jednak czasem miałabym ochotę tam wrócić. Dla tego ostatniego dnia miesiąca, gdy o piętnastej na konto wpływały kolejne tysiące. Od roku nie miałam wypłaty. Nieźle, nie?
Ostatnio dużo snów pamiętam.
piątek, 5 listopada 2010
bow down
lubię w Tobie to ciekawe połączenie subtelności, inteligencji i czasem zabijająco trafnych i bezlitosnych spostrzeżeń, komentarzy itp.
every day is exactly the same
od kiedy rzuciłam mężczyzn, a nie pamiętam kiedy to było - tydzień temu czy miesiąc - brakuje mi tematów do rozmów z przyjaciółmi. towarzyska niemota.
zwierzak osiągnął już prawie rozmiary pełnowartościowego kota. najbardziej lubię, gdy śpię na boku, a on układa się za mną tak, by swoją mordkę ułożyć w zagłębieniu szyi. tak śpimy policzek przy policzku w akompaniamencie jego mruczenia. jeszcze rano, gdy się obudzę, przylatuje na głaskanie i to są chyba wszystkie momenty, kiedy jest miły.
od dawna będąc fanką liberałów zaczynam myśleć, żeby przerzucić się na lewą stronę. kościół za bardzo wpierdziela się w życie i niech w końcu znajdzie się ktoś, kto nie będzie się nimi przejmował. bo ja chcę antykoncepcji, in vitro i ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
i choć za oknem jesień, to czasem jest mi tak niesamowicie dobrze.
zwierzak osiągnął już prawie rozmiary pełnowartościowego kota. najbardziej lubię, gdy śpię na boku, a on układa się za mną tak, by swoją mordkę ułożyć w zagłębieniu szyi. tak śpimy policzek przy policzku w akompaniamencie jego mruczenia. jeszcze rano, gdy się obudzę, przylatuje na głaskanie i to są chyba wszystkie momenty, kiedy jest miły.
od dawna będąc fanką liberałów zaczynam myśleć, żeby przerzucić się na lewą stronę. kościół za bardzo wpierdziela się w życie i niech w końcu znajdzie się ktoś, kto nie będzie się nimi przejmował. bo ja chcę antykoncepcji, in vitro i ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.
i choć za oknem jesień, to czasem jest mi tak niesamowicie dobrze.
środa, 6 października 2010
hallucinating, chasing, changing, racing
Dzisiaj taki dzień, że czas leci jakoś szybciej.
Ja już odpoczywam.
Nowa Brodka to jest to, na co czekałam. Dziewczyna z takim potencjałem nie powinna śpiewać byle popu.
Ja już odpoczywam.
Nowa Brodka to jest to, na co czekałam. Dziewczyna z takim potencjałem nie powinna śpiewać byle popu.
poniedziałek, 27 września 2010
black and blue
Zarobiona trochę jestem. To i trochę nie w humorze. Nie mam nastroju na niektórych ludzi, którzy nie są mi do szczęścia potrzebni, a którym wydaje się, że ja bym im się przydała. Jeden już się obraził - "zawieszam korespondencję". Drugi być może również. A przecież mogłabym być szczera i zdecydowana, już dawno mówiąc, że mi nie po drodze.
Testuję pięknego czerwonego w miejsce starej szkapy, wyraźnie większego. Od wczoraj udało mi się przetrzeć błotnik, prawie wjechać pod karetkę i całkowicie wjechać pod prąd. No ok, to ostatnie to wynik niespodziewanej zmiany organizacji ruchu. Jednakże moja reakcja nie była natychmiastowa, gdyż utraciłam chwilowo to piękne uczucie, że ja i mój samochód to jedność.
Testuję pięknego czerwonego w miejsce starej szkapy, wyraźnie większego. Od wczoraj udało mi się przetrzeć błotnik, prawie wjechać pod karetkę i całkowicie wjechać pod prąd. No ok, to ostatnie to wynik niespodziewanej zmiany organizacji ruchu. Jednakże moja reakcja nie była natychmiastowa, gdyż utraciłam chwilowo to piękne uczucie, że ja i mój samochód to jedność.
piątek, 24 września 2010
and all that could have been
Pierwszy dzień jesieni był dniem cudownym. Nie dlatego, że była piękna pogoda, ale była. Dlatego, że działy się cuda - długo oczekiwani klienci walili drzwiami, a mężczyźni zdobywali upragnione kobiety. Szkoda, że w tym drugim wypadku nie o mnie mowa.
poniedziałek, 20 września 2010
sobota, 18 września 2010
Being Hemingway
Jest coś takiego jak 'strategia Hemingwaya'. Dla inteligentnych, wykształconych i cierpiących na depresję. Zrobili karierę i zdobyli pieniądze - mają wszystko, czego można od życia oczekiwać - ale są znudzeni, cierpią na depresję i dręczy ich egzystencjalny niepokój. Nie układa im się w związkach, nie lubią swojej pracy albo cierpią na ataki paniki i niepokoju, lub mają inne problemy psychosomatyczne. Takich ludzi terapeuta przekonuje, że depresja nie jest niczym wyjątkowym w ich wypadku - są przecież inteligentni, a jedno w życiu jest pewne: pełno w nim cierpienia, bólu i kończy się śmiercią. Tak miał też Hemigway. Całe życie miał myśli samobójcze. Uznał on jednak, że nie ma powodu, by nie zafundować sobie interesującego życia, i rzucił się w wir przygód. Walczył na wojnach i wyjeżdżał na niezliczone safari. Zjawiał się tam, gdzie działo się coś interesującego czy trudnego, gdziekolwiek to było. Czemu nie wziąć z niego przykładu?
za Madanes 'Seks, miłość, przemoc'
za Madanes 'Seks, miłość, przemoc'
czwartek, 16 września 2010
I'm in this alone
Oczywiście, jeśli w ogłoszeniu nie piszą o co chodzi, to chodzi o sprzedaż i akwizycję.
Zastanawia mnie, co czuje taki rekruter, gdy wie, że wciska kit. Nie namawiamy do przejścia do innego OFE, dajemy klientowi serwis. Chyba sam w to nie wierzy? Rzygać się chce od takiego pierdolenia. Po skończonej pogadance jakoś nikt w windzie nie wyraża ochoty przystąpienia do zabawy.
Praktyki są mocne. Jestem zajarana. Psychologia mą ucieczką od wszelkich problemów tego świata.
Zastanawia mnie, co czuje taki rekruter, gdy wie, że wciska kit. Nie namawiamy do przejścia do innego OFE, dajemy klientowi serwis. Chyba sam w to nie wierzy? Rzygać się chce od takiego pierdolenia. Po skończonej pogadance jakoś nikt w windzie nie wyraża ochoty przystąpienia do zabawy.
Praktyki są mocne. Jestem zajarana. Psychologia mą ucieczką od wszelkich problemów tego świata.
poniedziałek, 13 września 2010
the line begins to blur
Siedziałam z adoratorem na tarasie przy winku i grillu i nie zauważyłam, że zrobiło się zimno. To teraz chodzę w domu w szaliku. A adorator myśli, że dostał zielone światło.
Zaczęłam te praktyki. Przeglądam różne zgłoszenia - historie typu mąż bił klientkę, wyzywał i wydzielał jedzenie, dzieci również zachowują się podobnie - i zaczynam mieć dziwne myśli. Najpierw - kobieto, czemu na to pozwalasz? A potem, że ja dbam o to, by mieć dobre życie - peace, love and understanding, unikam toksycznych ludzi i w ogóle, a tu taki brud życia. Czy ja na pewno chcę mieć z tym do czynienia?
Zaczęłam te praktyki. Przeglądam różne zgłoszenia - historie typu mąż bił klientkę, wyzywał i wydzielał jedzenie, dzieci również zachowują się podobnie - i zaczynam mieć dziwne myśli. Najpierw - kobieto, czemu na to pozwalasz? A potem, że ja dbam o to, by mieć dobre życie - peace, love and understanding, unikam toksycznych ludzi i w ogóle, a tu taki brud życia. Czy ja na pewno chcę mieć z tym do czynienia?
7 shades of black
J. zrobiła grafik sprzątania. Jest 'sprzatanie ost.' i ' sprzatanie łagod.'. Pytam, czy to na pewno dobrze, bo jej sprzątanie ostre wypada, gdy jest mój tydzień.
- No tak. Sprząta ostra.
- No tak. Sprząta ostra.
czwartek, 9 września 2010
crush
Pomyślałam, że sprawię sobie kochanka. Taka znajomość bez zobowiązań. Jednakże wybrany mężczyzna, chcąc podgrzać atmosferę przez naszym spotkaniem, wysłał mi starego, zużytego smsa. Chyba nie zrozumiałam żartu.
wtorek, 7 września 2010
in the arms of sleep
Poszłam do Centrum Interwencji Kryzysowej zapytać o praktyki. A tam cisza, spokój. Żadnych kryzysów, żadnych interwencji. To czego ja się tam nauczę?
sobota, 4 września 2010
charmer
Jestem z siebie dumna. Chyba powinnam zostać detektywem internetu. Odnalazłam ulubiony blog, którego właścicielka postanowiła zmienić adres. Odpowiednie słowa kluczowe i cierpliwe przeczesywanie wyników google'a. Na piętnastej stronie było.
A tak poza tym, jeśli macie zamiar założyć biznes, to zabezpieczcie dobrze tyły, bo inaczej skończycie jak ja. W poniedziałek idę na rozmowę kwalifikacyjną. Dobrze, że biznes okazał się mało absorbujący.
A tak poza tym, jeśli macie zamiar założyć biznes, to zabezpieczcie dobrze tyły, bo inaczej skończycie jak ja. W poniedziałek idę na rozmowę kwalifikacyjną. Dobrze, że biznes okazał się mało absorbujący.
czwartek, 2 września 2010
the warning
Znowu wzięłam sobie kota do domu. Bo myślałam, że będzie fajnie się do czegoś przytulić i ktoś, coś, będzie na mnie czekał w domu.
Jeśli widzisz małą puchatą kulkę i myślisz, że to takie kochane stworzenie, to nie... nie myśl tak. Minie tydzień i ta kulka spieprzająca w strachu za szafę, zamieni się w naspidowanego kocurka, który w dupie ma głaskanie, bo znacznie bardziej woli cię gryźć i drapać. Który jak pilot oblatywacz zalicza każdy mebel po drodze i co chwilę słyszysz jego pazury na swoich sofach, krzesłach, fotelach, materiałach i cierpnie ci skóra na myśl, jakie ślady zostawia za sobą. Który nie da ci spokojnie zjeść, bo zaraz pcha nos do talerza, pomimo że co chwilę doświadcza losu latającego kota wystrzelonego w kosmos. Uparcie wraca z powrotem. Już wiem, że zbliża się ten dzień, kiedy uda mu się wskoczyć na blat w kuchni, co w końcu nauczy mnie natychmiastowego sprzątania i chowania jedzenia do lodówki.
Bruno, nie mogę doczekać się dnia, gdy staniesz się starym wyliniałym kocurem.
Jeśli widzisz małą puchatą kulkę i myślisz, że to takie kochane stworzenie, to nie... nie myśl tak. Minie tydzień i ta kulka spieprzająca w strachu za szafę, zamieni się w naspidowanego kocurka, który w dupie ma głaskanie, bo znacznie bardziej woli cię gryźć i drapać. Który jak pilot oblatywacz zalicza każdy mebel po drodze i co chwilę słyszysz jego pazury na swoich sofach, krzesłach, fotelach, materiałach i cierpnie ci skóra na myśl, jakie ślady zostawia za sobą. Który nie da ci spokojnie zjeść, bo zaraz pcha nos do talerza, pomimo że co chwilę doświadcza losu latającego kota wystrzelonego w kosmos. Uparcie wraca z powrotem. Już wiem, że zbliża się ten dzień, kiedy uda mu się wskoczyć na blat w kuchni, co w końcu nauczy mnie natychmiastowego sprzątania i chowania jedzenia do lodówki.
Bruno, nie mogę doczekać się dnia, gdy staniesz się starym wyliniałym kocurem.
wtorek, 31 sierpnia 2010
colours
Dokonałam dziś zapisów na czwarty rok studiów. Czwarty! Ależ to już brzmi zaawansowanie.
Zaskoczyli mnie informacją, że mamy wybrać seminarium dyplomowe. Czyli promotora. Czyli tematykę. No jak to? JUŻ?
Przez chwilę pomyślałam, że dałam ciała, ponieważ średnia w zeszłym roku mi nie wyszła, tylko 4,88. I utraciłam tytuł VISa. A jakże - very important student. Korzyści bowiem są takie, że im wyższa średnia, tym szybciej można przystąpić do zapisów, więc bałam się, że tego pierwszego dnia, gdy nie będę jeszcze dopuszczona, ktoś mnie ubiegnie w wyścigu do upatrzonej profesor Orgazm. Tylko osiem miejsc.
Ale nie ma obawy. Profesor Orgazm rozczarowała mnie tematami - nie podeszły mi ani mikroblogi, ani narcyzm z borderline. Poszłam szukać dalej i natrafiłam na kopalnię pięknych tematów, i nie wiem, na co się w końcu zdecyduję. Albowiem co jest lepsze - Negatywne skutki natychmiastowego (przedwczesnego) wybaczenia. czy też Paradoksalne reakcje na otrzymaną pomoc i doznaną krzywdę. Doprawdy, ja nie wiem.
To zapisałam się dzisiaj. Ja. I nikt więcej.
W ogóle to dotarło do mnie, że nasze - moja, J. i A. - drogi studenckie zaczynają się rozchodzić, bo pewnie każdy z nas weźmie inną specjalizację. I zrobiło mi się bardzo smutno. Ja chcę z nimi studiować do końca moich dni!
Zaskoczyli mnie informacją, że mamy wybrać seminarium dyplomowe. Czyli promotora. Czyli tematykę. No jak to? JUŻ?
Przez chwilę pomyślałam, że dałam ciała, ponieważ średnia w zeszłym roku mi nie wyszła, tylko 4,88. I utraciłam tytuł VISa. A jakże - very important student. Korzyści bowiem są takie, że im wyższa średnia, tym szybciej można przystąpić do zapisów, więc bałam się, że tego pierwszego dnia, gdy nie będę jeszcze dopuszczona, ktoś mnie ubiegnie w wyścigu do upatrzonej profesor Orgazm. Tylko osiem miejsc.
Ale nie ma obawy. Profesor Orgazm rozczarowała mnie tematami - nie podeszły mi ani mikroblogi, ani narcyzm z borderline. Poszłam szukać dalej i natrafiłam na kopalnię pięknych tematów, i nie wiem, na co się w końcu zdecyduję. Albowiem co jest lepsze - Negatywne skutki natychmiastowego (przedwczesnego) wybaczenia. czy też Paradoksalne reakcje na otrzymaną pomoc i doznaną krzywdę. Doprawdy, ja nie wiem.
To zapisałam się dzisiaj. Ja. I nikt więcej.
W ogóle to dotarło do mnie, że nasze - moja, J. i A. - drogi studenckie zaczynają się rozchodzić, bo pewnie każdy z nas weźmie inną specjalizację. I zrobiło mi się bardzo smutno. Ja chcę z nimi studiować do końca moich dni!
czwartek, 1 lipca 2010
congratulations
Wczoraj nie mogłam zasnąć i myślałam o L. Czasem mi się to zdarza, mimo że zaraz minie dziesięć lat od naszego rozstania. Czasem ciągle się zastanawiam, czy on nie był (jest ?) moim przeznaczeniem. Czasem ciągle próbuję zostawić to za sobą. Dziś wieści przychodzą, że L. został prezesem. Noż normalnie kopa na drogę dostałam.
Jeden z tych momentów, gdy rozglądam się wokół z niemym pytaniem - ale o co kurwa chodzi?
Jeden z tych momentów, gdy rozglądam się wokół z niemym pytaniem - ale o co kurwa chodzi?
wtorek, 18 maja 2010
burning down the house
Bizneswoman założyła dziś firmę, wydała część dotacji w Ikei i dostała mandat za parkowanie. Zmęczona jestem.
piątek, 14 maja 2010
cause I wanna take you downtown
Podniecona jestem tym biznesem. Biznes lepszy niż seks, zwłaszcza jak seksu nie ma. Urząd bezrobotnych przeszkolił mnie i postanowił w końcu wypłacić kasę. Zakupy i start. Jeeeaaa... będę miała własną firmę. Bardzo mi to robi.
poniedziałek, 3 maja 2010
sometimes
Mam moc. Wyobraziłam sobie coś i się wydarzyło. W trochę innej wersji.
Pomyślałam o kimś i się do mnie odezwał.
Będę kontynuować.
A myślenia ostatnio dużo. Jak zwykle, gdy powinie się noga.
Pomyślałam o kimś i się do mnie odezwał.
Będę kontynuować.
A myślenia ostatnio dużo. Jak zwykle, gdy powinie się noga.
poniedziałek, 22 lutego 2010
it's magic
Stałam i patrzyłam, jak dyskutuje w salonie o granitach i konglomeratach i był taki piękny, i taki rzeczowy...
środa, 3 lutego 2010
steps
Kręci się i dzieje się. Bezsenność mi minęła od czasu, gdy z J. podjęłyśmy decyzję. Chodzę znowu jak w zegareczku. Niesamowicie mnie to cieszy. Duża ulga, że jednak mogę zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Stresuję się oczywiście. Boję się tego, czy nam wyjdzie. Czy nie będziemy dokładać do biznesu i nie wyląduję w końcu zadłużona po uszy. Gdyby nie J. to bym chyba sama nie ruszyła. A tak to wiem, że muszę.
Dziś rozczarowanie. Ktoś wziął nasz upatrzony lokal. Trzeba dalej szukać. Ciągnie się to wszystko. Chciałybyśmy już się urządzać, robić zakupy, otwierać podwoje. A stoimy w miejscu.
Dziś rozczarowanie. Ktoś wziął nasz upatrzony lokal. Trzeba dalej szukać. Ciągnie się to wszystko. Chciałybyśmy już się urządzać, robić zakupy, otwierać podwoje. A stoimy w miejscu.
sobota, 16 stycznia 2010
new beginning
Z opresji uratowała mnie J. Chyba zrobiło jej się żal moich starań. Powiedziała, że założy ze mną biznes. Mamy nowy pomysł i zabrałyśmy się do roboty. J tak się zapaliła, że nawet przejęła inicjatywę. Ja na początku jak zwykle spanikowałam i bałam się nawet patrzeć w maile od niej. Ale już lepiej.
poniedziałek, 11 stycznia 2010
trzej królowie dowalili
Postanowiłam zerwać z moją niespełnioną miłością. Zaraz potem mój wspólnik zerwał ze mną.
Pomyślałam: jutro rano obudzę się wolnym człowiekiem.
Pomyślałam: jutro rano obudzę się wolnym człowiekiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
