No to już koniec. Jak przyszłam dzis do pracy, to przy moim biurku siedział już ktos inny, komputer byl wyniesiony i nawet obiegowka czesciowo załatwiona. Pozostało mi umyc kubki, oddac telefon i odwiedzić kadry. Z głowy.
Zaczynam łapać stresa, że trzeba zarabiać, bo pieniadze szybko uciekną. A mnie się własnie worek rozpruł. Mam czas, to odwiedzam kosmetyczkę, masazyste, kawki ze znajomymi, itd. A na weekend jadę tanczyc tango.
czwartek, 1 października 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz