wtorek, 22 grudnia 2009

flashback

Znacie to uczucie, gdy jakiś zapach, smak, widok przypomina o czymś, co dawno było.
W śmietniku u znajomych spostrzegam prezerwatywę i uderza mnie wspomnienie... jak to fajnie było być z kimś, kochać i kochać się.

piątek, 4 grudnia 2009

feel good inc.

To już tyle minęło? Jest jak zwykle - porażki przekuwam na sukcesy, niedoszli kochankowie zostają przyjaciółmi. Dziwne, ale humor mi dopisuje, a pogoda nie przeszkadza. Dużo emocji, relacji, interakcji, dzieje się ciekawie. Wszystko płynie, a ja wypatruję, w którym kierunku ta woda niesie.

Skarbiec pustoszeje. Po głowie kołacze pytanie - skąd wziąć kasę? Trochę mi się już nudzi ta laba. Może by się zabrać do pracy? Nawet mi się chce, tylko nie mogę się jeszcze ruszyć. Wspólnik momentami jest trudny do opanowania, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.

niedziela, 15 listopada 2009

let's tango

- Jak zrobić, żeby miec takie fajne zycie jak ty?
- Czemu fajne?
- No, siedzisz w domu, nie pracujesz i tańczysz tango...

Piątek w euforii po milondze - dużo nie siedziałam, albowiem wypracowałam sobie sieć partnerów do tańca. To wynik jednej z pierwszych milong, gdy wyszłam z niej z płaczem, bo "nikt nie chce ze mna tańczyć". Powiedziałam, że nie będę przychodzić, jak mam czekać na zlitowanie. Nie miałam pojęcia, że tyle endorfin może dać jedna potańcówka.

sobota, 7 listopada 2009

i nagle

wyłonił się pomysł współpracy, do którego się zapaliłam. i znowu na przemian planuję i boje się.

poniedziałek, 2 listopada 2009

catching the green whale

Popłynęłam na fali. Świat rzucił się na mnie ze swoimi propozycjami. Ja się tylko dałam prowadzić.
Sąsiad Sebastian zadbał, żebym nie czuła się samotna w domu i zebym nie była zbyt chuda. Szkoła. Szkolenia z przedsiębiorczości. Niespodziewane oferty pracy - współpracy. Tradycyjnie myslę sobie: chłopaki, ale ja nie chcę... Ale po chwili, na spokojnie, ziarno trafia na podatny grunt. A czemu nie spróbować? Jak się tyle dzieje, to mam mniej czasu na banie sie.
Tango - w końcu zapałałam uczuciem. Trwa dopasowywanie partnerów, bo pierwszy za dobry, drugi za słaby. Z trzecim może zaskoczy. A jeszcze pojawia się kolejny sąsiad i mówi, że chce tańczyć.
Poznaje fajnych, ciekawych ludzi. Lgnę do tych odważnych, szalonych, próbuje się przekonać, że ja tez mogę.
Dawno nie czułam się tak dobrze. Życie może byc przyjemne, tylko trzeba to jeszcze jakoś połączyć z kasą.

wtorek, 27 października 2009

ciszy i spokoju

Jednym ze słów sponsorujących ostatnie dni jest "sąsiad". Sąsiadów coraz więcej.
A może raczej "trzy"? Trzech sąsiadów i trzeci partner do tanga.

wtorek, 20 października 2009

I'll need a miracle to help me this time

Jesli chodzi o facetow, to mam wrazenie, ze jest to nieustajacy dzien swistaka. I wkurza mnie, ze nie umiem z tego wyjsc.

sobota, 17 października 2009

vanilla sky

Wczorajszy dzień jest jak kumulacja. Mężczyzn do wyboru.
Magia nocy, alku, tańca niemal od początku do końca. Czuję wzajemne przyciąganie, jak za starych dobrych czasów, więc idę za głosem. (Ale jak to? Przeciez jestem już umówiona na randkę z innym). Momentami, gdy patrzę na niego, ogarnia mnie tkliwość i chce mi się płakać. Potem zaczynam trzeźwieć i robi mi sie smutno, bo przecież skończy się jak zawsze. Stawiam jednak na otwartość, może to ten alk... Choć mimo wszystko wychodzi z tego nieporozumienie. Odkręcone. Kontynuujemy uroczy wieczór.
Wziął mój numer telefonu. Swojego nie zostawił. Przecież i tak nie zadzwoni.

wtorek, 13 października 2009

poniedziałek, 12 października 2009

lost

Zginęłam w natłoku. Najpierw udałam się na weekend z tangiem i postanowiłam się reaktywować w tym temacie, więc jeszcze wtorek i środa... A od czwartku był już temat wesela w Wawie, polsko-dżerzejskiego - dawno nie widziane koleżanki i znowu gadanie po angielsku. Powrót nocnym pociągiem i na dobicie w niedzielę szkoła. Dziwne uczucie zmęczenia, gdy spać się nie chce i na nic nie mam sił i jesli nie kąpiel, to zostaje tylko telewizor, którego normalnie nie włączam.

poniedziałek, 5 października 2009

***

przeglądam internet w poszukiwaniu strony, na której znalazłabym swoją duszę. i ciągle nic.

czwartek, 1 października 2009

bye bye

No to już koniec. Jak przyszłam dzis do pracy, to przy moim biurku siedział już ktos inny, komputer byl wyniesiony i nawet obiegowka czesciowo załatwiona. Pozostało mi umyc kubki, oddac telefon i odwiedzić kadry. Z głowy.
Zaczynam łapać stresa, że trzeba zarabiać, bo pieniadze szybko uciekną. A mnie się własnie worek rozpruł. Mam czas, to odwiedzam kosmetyczkę, masazyste, kawki ze znajomymi, itd. A na weekend jadę tanczyc tango.

środa, 30 września 2009

na kacu

Dzień rozwalony. Wczoraj żegnałam się z ulubionymi kontrahentami. Z pracą jakoś ciężko jest mi się pożegnać. Trudno zrobić to ostatnie cięcie, skasować maile, pliki, smsy i oddać sprzęt. Więcej się nie pojawić. Pomyślałam, ze muszę jeszcze wszystko przejrzeć w poszukiwaniu informacji ważnych do przekazania, a nie mam siły robić tego na kacu. Więc pojawię się jutro.

niedziela, 27 września 2009

u progu

U mnie mieszanka firmowa. Podniecenie wolnością i nowymi mozliwościami miesza się ze strachem i niewiarą. A czasem jeszcze mi się po prostu nie chce. Kto powiedział, ze ja muszę pracować?

sobota, 26 września 2009

po raz pierwszy

Poprzednim razem zmieniłam bloga, gdy rozstałam się z facetem. Teraz rozstaję się z pracą. Wtedy zaczynałam zycie bez. Tym razem liczę na bardziej konstruktywne zmiany. Tyle róznic i analogii. Tymczasem zaczynamy.