Miesiące deprywacji. Mówiłam, że jak się znajdzie taki, z którym będę mogła porozmawiać, to nie wiem, jak będzie. Trafił w czuły moment, a ja teraz tęsknię za tym zainteresowaniem.
poniedziałek, 27 października 2025
poniedziałek, 13 listopada 2017
soft skin
kocham go. tak bardzo go kocham. pocałował mnie na ulicy. i szliśmy za rękę. jak para. przyjedzie.
czwartek, 13 września 2012
some kind of madness
Rozmawiałyśmy z babką o zbliżaniu się. Jak zwykle ostatnio. Powiedziałam, że faceci to jak ostatnia brama, której nie otworzyłam i że chyba już czas ją otworzyć. Zapytała, z czym kojarzy mi się ta brama. Poczułam to wszystko - jak na widok faceta, na myśl, że coś mogłoby być, staję się zimna i sztywna, nieprzepuszczalna, wszystko się ode mnie odbija. Odwracam się tyłem, nie chcę go widzieć, chcę, żeby mnie zostawił w spokoju. Nawet jeśli w środku słychać zupełnie co innego.
Tak bardzo nie wierzyłam, że może przydarzyć się coś dobrego, że jak się zdarzało to wykopywałam to ze swojego życia, żeby zakończyć tę udrękę czekania na ból.
Ciekawe, że najpierw rano stwierdziłam, że już czas się wydepilować.
Tak bardzo nie wierzyłam, że może przydarzyć się coś dobrego, że jak się zdarzało to wykopywałam to ze swojego życia, żeby zakończyć tę udrękę czekania na ból.
Ciekawe, że najpierw rano stwierdziłam, że już czas się wydepilować.
wtorek, 28 sierpnia 2012
moving in right direction
Musze coś napisać, żeby poczuć treść mojego życia. Albowiem dziś wieczorem czuję się pusta i szukam, i znaleźć nie mogę.
Żyję nieśpiesznie, robiąc niewiele. Szukam pracy, ale jeszcze niespecjalnie się martwię jej brakiem. Bo teraz ważniejsze jest napisanie dyplomu. A że nie idzie, to inna sprawa. Przeglądam oferty miejscowe i jeśli coś mnie zainteresuje, to wysyłam. Nie zdarza się to często. Ale odzew jest. Jakoś stało się tak, że rekrutacje robią się wieloetapowe i tak jakby chodzę na przemian do dwóch firm. Jakoś stało się tak, że moje rozmowy o pracę stały się wesołe i na luzie. "Na luzie". Jak się w stresie wejdzie w luz, to ciężko wyjść. Więc czasem wychodzę z rozmowy i walę się w łeb, że paplałam zamiast rozmawiać. Nadal zakochuję się na rozmowach. Ktoś powiedział, że to może mieć coś wspólnego z teorią przeniesienia pobudzenia i to jest ciekawa myśl.
Żyję nieśpiesznie, robiąc niewiele. Szukam pracy, ale jeszcze niespecjalnie się martwię jej brakiem. Bo teraz ważniejsze jest napisanie dyplomu. A że nie idzie, to inna sprawa. Przeglądam oferty miejscowe i jeśli coś mnie zainteresuje, to wysyłam. Nie zdarza się to często. Ale odzew jest. Jakoś stało się tak, że rekrutacje robią się wieloetapowe i tak jakby chodzę na przemian do dwóch firm. Jakoś stało się tak, że moje rozmowy o pracę stały się wesołe i na luzie. "Na luzie". Jak się w stresie wejdzie w luz, to ciężko wyjść. Więc czasem wychodzę z rozmowy i walę się w łeb, że paplałam zamiast rozmawiać. Nadal zakochuję się na rozmowach. Ktoś powiedział, że to może mieć coś wspólnego z teorią przeniesienia pobudzenia i to jest ciekawa myśl.
niedziela, 12 lutego 2012
Velvet snow
Velvet snow za oknem jak najbardziej. Odebrałam samochód z naprawy i pojechałam mu kupić wycieraczki. Nie toleruję tej pogody, ale to chyba błąd. Trzeba było pochodzić na spacery, zamiast leżeć ciągle w łóżku. Może lepiej bym się zregenerowała. Albowiem udało mi się zrobić tydzień urlopu. Takiego urlopu co to się w domu siedzi, ale i tak tańczyłam i śpiewałam, szczęśliwa jak skowronek na myśl, że nie muszę, nie muszę... Zanim mi oczywiście przyszło do głowy, że jak mam wolne, to mogę przecież ponadganiać zaległości. Niespecjalnie się to udało, ale odwieczna wojna postu z karnawałem w mej głowie miała się dobrze.
Szefo przysłał maila, że za miesiąc zaczynamy. Marriotty, samoloty, laptopy i komóry. Jestem podniecona. Wyobrażam sobie jak będzie pięknie. Może powinnam otrzeźwieć, że nie wiadomo. Przepychanki z promotorką pokazują, że podwładność nadal jest moja słabą stroną.
Cały dzień słucham dziś Możdżera. Chyba się starzeję.
Szefo przysłał maila, że za miesiąc zaczynamy. Marriotty, samoloty, laptopy i komóry. Jestem podniecona. Wyobrażam sobie jak będzie pięknie. Może powinnam otrzeźwieć, że nie wiadomo. Przepychanki z promotorką pokazują, że podwładność nadal jest moja słabą stroną.
Cały dzień słucham dziś Możdżera. Chyba się starzeję.
środa, 1 lutego 2012
nobody can tell me I'm wrong
Naprawdę, ratowanie samochodu w taki mróz jest ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę. Jak był taki głupi, żeby się zepsuć, to powinien teraz stać i czekać, aż się trawa zazieleni, a ja nabiorę sił i ochoty. Nie mam w głowie przestrzeni na to.
W ogóle jakoś mało mam przestrzeni. Rano się ociągam, potem trzeba iść do pracy. Po pracy nie mam siły na nic. Szczęśliwie zaliczyłam wszystko, semestr zakończyłam. Na wszelki wypadek podczytywałam już materiały w wolnej chwili przestraszona, że jak będę miała się tego wszystkiego nauczyć na raz to znowu mi zabraknie pojemności. I w końcu będzie weekend i nic nie będę musiała. I nawet jakiś tydzień urlopu. Czy to niebo się otwiera dla mnie?
Zaliczyłam, zaliczyłam, zaliczyłam! Trzy plus tez może cieszyć.
W ogóle jakoś mało mam przestrzeni. Rano się ociągam, potem trzeba iść do pracy. Po pracy nie mam siły na nic. Szczęśliwie zaliczyłam wszystko, semestr zakończyłam. Na wszelki wypadek podczytywałam już materiały w wolnej chwili przestraszona, że jak będę miała się tego wszystkiego nauczyć na raz to znowu mi zabraknie pojemności. I w końcu będzie weekend i nic nie będę musiała. I nawet jakiś tydzień urlopu. Czy to niebo się otwiera dla mnie?
Zaliczyłam, zaliczyłam, zaliczyłam! Trzy plus tez może cieszyć.
niedziela, 29 stycznia 2012
I knew you wanted a reaction
Wkurwiają mnie ceny w Warszawie. Reaguję oburzeniem "tyle za kanapkę?". Mam wrażenie, że kasa ucieka z impetem wodospadu. Z ulgą wskakuję w najbliższy pociąg, choć siedem godzin podróży nie kojarzy się przecież z niczym przyjemnym.
Wawa to jednak inne miejsce niż nasza prowincyjka. W biurowcach pachnie kasą, jakoś tak się wydaje, że jest o co walczyć, poważna sprawa. Człowiek się pręży i prze w profesjonalizm i karierę. A u nas ciepłe kapcie.
Dworzec Centralny ładnie wyszorowany.
Pedro łaskawie również wyraził zgodę, żebym wycięła trochę czasu z życiorysu, zasuwając przy Euro.
Ciekawe, że jak przeszłam pierwszy etap, to sobie pomyślałam, że może jestem jedynym kandydatem. Chyba tak było. W każdym razie najpoważniejszym. Zaproszenie na drugi etap zakończyło się słowami: "proszę się nie martwić", co już w ogóle wskazywało na formalność tej wizyty. Dwudziestominutowej wizyty. A dwa dni w podróży.
W każdym razie pięknie.W końcu wracam do życia. Uznaję to za dobry wstęp do dalszego ciągu. Przecież kiedyś było dobrze, więc nie ma powodu, żeby ciągle było źle.
W szkole dobrnęłam do ostatniego zjazdu. Oczywiście na koniec semestru stwierdziłam, że jest w tej grupie kilka fajnych osób, a tu już trzeba się żegnać. Jeden całkiem smakowity okazał się nawet moim sąsiadem, niestety zajętym przez kobietę chyba już od liceum. Jutro ostatnie zaliczenie, nienajprostsze, a ja uprawiam klasyczne samoutrudnianie. Za karę dostanę przyjemność zdawania ustnego. Jedyną w swoim rodzaju na tej uczelni. Wtedy to dopiero trzeba będzie się nauczyć. Inteligencja i kojarzenie, gdzie dzwoni nie wystarczą.
Uczczenie końca końców odbędzie się przy akompaniamencie nowozelandzkiego sauvignon.
Tymczasem samochód mi dziś zamarzł, w trakcie jazdy. Piękny czerwony stoi porzucony na zapleczu jakiegoś sklepu. W takim mrozie to się nie chce go ratować.
Wawa to jednak inne miejsce niż nasza prowincyjka. W biurowcach pachnie kasą, jakoś tak się wydaje, że jest o co walczyć, poważna sprawa. Człowiek się pręży i prze w profesjonalizm i karierę. A u nas ciepłe kapcie.
Dworzec Centralny ładnie wyszorowany.
Pedro łaskawie również wyraził zgodę, żebym wycięła trochę czasu z życiorysu, zasuwając przy Euro.
Ciekawe, że jak przeszłam pierwszy etap, to sobie pomyślałam, że może jestem jedynym kandydatem. Chyba tak było. W każdym razie najpoważniejszym. Zaproszenie na drugi etap zakończyło się słowami: "proszę się nie martwić", co już w ogóle wskazywało na formalność tej wizyty. Dwudziestominutowej wizyty. A dwa dni w podróży.
W każdym razie pięknie.W końcu wracam do życia. Uznaję to za dobry wstęp do dalszego ciągu. Przecież kiedyś było dobrze, więc nie ma powodu, żeby ciągle było źle.
W szkole dobrnęłam do ostatniego zjazdu. Oczywiście na koniec semestru stwierdziłam, że jest w tej grupie kilka fajnych osób, a tu już trzeba się żegnać. Jeden całkiem smakowity okazał się nawet moim sąsiadem, niestety zajętym przez kobietę chyba już od liceum. Jutro ostatnie zaliczenie, nienajprostsze, a ja uprawiam klasyczne samoutrudnianie. Za karę dostanę przyjemność zdawania ustnego. Jedyną w swoim rodzaju na tej uczelni. Wtedy to dopiero trzeba będzie się nauczyć. Inteligencja i kojarzenie, gdzie dzwoni nie wystarczą.
Uczczenie końca końców odbędzie się przy akompaniamencie nowozelandzkiego sauvignon.
Tymczasem samochód mi dziś zamarzł, w trakcie jazdy. Piękny czerwony stoi porzucony na zapleczu jakiegoś sklepu. W takim mrozie to się nie chce go ratować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)